Zmień język: |

Ks. Jan Twardowski - Bez kaplicy

Jest taka Matka Boska
co nie ma kaplicy
na jednym miejscu pozo-
stać nie umie
przeszła przez Katyń
chodzi po rozpaczy
spotyka niewierzących
nie płacze
rozumie

Ks. Jan Twardowski

Historia Bolesława Smektały
Źródło:
17-18 kwietnia 2010/ Polska Głos Wielkopolski

Wojenne losy Polaków naznaczone są cierpieniem i do dziś niejednokrotnie sprzecznymi ocenami ich działań. Sytuacja polityczna po ataku Niemiec na ZSRR w czerwcu 1941 roku znacząco wpłynęły również na jednostkowe losy Polaków. Niemcy wyparli Armię Czerwoną z obszarów zajętych przez nią po 17.09.1939 r. Tym samym około 1942 roku zaczęły pojawiać się sygnały dotyczące zbrodni NKWD na oficerach polskich. Niemcy chcieli zdyskredytować Rosjan, ujawniając zbiorowe mogiły w lesie katyńskim. Trudno było zaakceptować prawdę, ponieważ podejrzewano prowokację. Zabiegi Niemców wpłynęły niewątpliwie na ocenę Polaków, którzy pod przymusem, wbrew woli, znaleźli się na wizjach lokalnych w lesie katyńskim. Przykładem mogą być losy Bolesława Smektały.

Bolesława Smektałę z Poznania, jako jednego z przedstawicieli polskiej społeczności, Niemcy w 1943 roku zabrali do Katynia, aby zobaczył odkryte mogiły polskich oficerów i zaświadczył o bestialstwie sowieckiej zbrodni. Za to, co widział i opowiadał Wielkopolanom, zapłacił po wojnie zesłaniem na Sybir.

Nie zostało wiele pamiątek po Bolesławie Smektale, gdyż funkcjonariusze NKWD chcieli zatrzeć wszelkie ślady istnienia niewygodnego świadka. Kiedy aresztowali go w lutym 1945 roku, podczas rewizji zabrali wszystkie dokumenty i prywatne rzeczy. Dlatego jego córka Iwona Kowalik i wnuczka Beata Kowalik jak święte relikwie przechowują kilka cudem ocalonych zdjęć:

- „Dziś pragniemy najbardziej, żeby zachowała się pamięć po naszym ojcu i dziadku” - mówią zgodnie. - Bo właśnie w imię prawdy historycznej tyle wycierpiał. I choć wycieńczony zdołał wrócić ze zsyłki do domu, to nigdy nie odzyskał dawnego zdrowia i pogody ducha.

Bolesław Smektała mógł wieść na Zachodzie w miarę spokojne i dostatnie życie syna wielkopolskich emigrantów. Urodził się 2 kwietnia 1907 roku w niemieckim Dortmundzie, gdzie jego ojciec przez 34 lata był górnikiem. Mieszkali w Westfalii, potem w Belgii, ale pozostali oddanymi Polakami i mieli silny związek emocjonalny z ojczyzną.

Kiedy Bolesław wszedł w wiek poborowy, ojciec wysłał go do wolnej już Polski, aby spełnił obowiązek patrioty i odbył służbę wojskową.

W armii polskiej był w latach 1927-1928. W Poznaniu zakochał się w Melanii i postanowił zostać tam na zawsze. Pobrali się w roku 1932, stanowiąc bardzo kochającą się parę. Pan Bolesław pracował najpierw na kolei, potem - legitymując się maturą zrobioną w Belgii - został sekretarzem poznańskiego Sądu Apelacyjnego, a następnie zajął się z żoną prowadzeniem sklepu spożywczego przy ulicy Matejki 11. Żyli spokojnie i uczciwie, doczekali się trójki dzieci: Barbary, Iwony i Lecha. Do dziś żyje z trójki rodzeństwa Iwona, która uczestniczy w spotkaniach Stowarzyszenia Rodzin Katyńskich.

W czasie kampanii obronnej we wrześniu 1939 roku Bolesław Smektała służył w 57. pułku piechoty Armii Poznań. Walczył nad Bzurą i prowadził tajną kancelarię sądu polowego. Wrócił cały i zdrowy, ale w 1942 roku Niemcy odebrali mu sklep, więc musiał podjąć pracę w zakładach lotniczych Focke-Wulf na terenie dzisiejszych targów. Dostał posadę w administracji, gdyż z emigracyjnych czasów doskonale znał nie tylko język niemiecki, ale także flamandzki i francuski.

- „Bolesław był bardzo lubiany i szanowany przez polskich współpracowników, ponieważ wielu osobom służył pomocą” – wspomina Iwona Kowalik.

I właśnie zaufanie, którym cieszył się wśród Polaków oraz perfekcyjna znajomość języka niemieckiego sprawiły, że Niemcy wytypowali go do delegacji, która miała obejrzeć mogiły w lesie katyńskim, ujawnione w 1943 roku.

- „Niemcy chcieli wykorzystać mord katyński do celów propagandowych” - przypomina wnuczka Beata Kowalik. – Posługując się tym przykładem mogli dowodzić, że to Sowieci, a nie oni, popełniają masowe zbrodnie wojenne.

W poznańskiej delegacji wyznaczonej do odwiedzenia Katynia poza Bolesławem znaleźli się stomatolog dr Zygmunt Giżycki, przedwojenny poseł Władysław Herz z Centry oraz Leon Nowicki, tokarz. Samolot wystartował z Ławicy – 17 kwietnia 1943 r. Międzylądowanie miał w Łodzi, gdzie wsiadło jeszcze trzech Polaków, mających zapoznać się ze zbrodnią sowieckiego NKWD. Wieczorem wylądowali w Smoleńsku. Widok rozkopanych zbiorowych mogił w Katyniu był wstrząsający. Poznaniacy oglądali tysiące ciał w polskich mundurach, które ulegały mineralizacji. Makabryczne wrażenie potęgował specyficzny zapach.

-„Ojciec bardzo przeżył to, co zobaczył” – opowiada Iwona Kowalik.

Niemcy nie tylko chętnie cytowali relacje poznaniaków, ale także organizowali w Poznaniu, Gostyniu, Kościnie, Szamotułach i innych wielkopolskich miastach wiece, na których Bolesław Smektała i trzej pozostali uczestnicy katyńskiej ekspedycji opowiadali o sowieckiej zbrodni na polskich oficerach.

-„Tato starał się, aby jego świadectwo nie służyło niemieckiej propagandzie”- zastrzega Iwona kowalik. – Każdą swoją wypowiedz zaczynał od słów „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”.

Była to manifestacja polskości, ponieważ podczas okupacji Niemcy zamykali Polakom kościoły i prześladowali księży.

Tymczasem na początku 1945 roku Armia Czerwona wyparła Niemców z Poznania.

17 lutego 1945 roku Bolesław Smektała został aresztowany przez NKWD z udziałem polskich żołnierzy. Następnego dnia w jego domu przeprowadzono drobiazgową rewizję, podczas której zarekwirowano nawet bieliznę i dziurawe skarpetki.

-„Miał zniknąć najdrobniejszy ślad po człowieku, który widział co NKWD zrobiło z polskimi oficerami w lesie katyńskim” – mówiła córka Iwona Kowalik.

Karą za wiedzę było zesłanie. 19 marca 1945 Bolesław zostaje wywieziony na Syberię. Rodzina jedynie domyślała się, gdzie może przebywać.

Pan Bolesław trafił do łagru w okolicach Swierdłowska. Musiał tam pracować w tajdze przy wyrębie lasu. Zimą mrozy sięgały – 50 stopni, szerzyły się choroby, a racje żywnościowe podtrzymywały jedynie wegetację. Od 1946 roku do kraju zaczęli wracać pierwsi więźniowie łagrów i oficerzy deportacji. Jeden z Sybiraków dotarł do Melanii Smektały i przekazał radosna informację, że jej mąż żyje. Z pomocą radzieckiego oficera udało się jej przesłać list do męża. To podniosło Bolesława na duchu i pomogło mu przetrwać ostatnie miesiące zesłania.

- „A my żyliśmy tylko jedną myślą: kiedy zobaczymy tatę” – wspomina Iwona Kowalik.

W chwili aresztowania Bolesław Smektała ważył prawie 100 kilogramów, a po powrocie zaledwie 55. Był wyczerpany. Głód który zaznał na Syberii, tak go zmienił, że w domu nie mogła się zmarnować nawet kruszynka chleba. O tym co widział w Katyniu i o pobycie na zesłaniu nie mógł nawet napomknąć w komunistycznej Polsce. Pisał więc w życiorysach, że w latach 1945-1947… pracował w przemyśle drzewnym na terenie ZSRR.

Zmarł w 1972 roku.


Materiały dodatkowe: Ostdeutscher Beobachter: Organ der Nationalsozialistischen Deutschen Arbeiterpartei: Verkuendungsblatt des Reichsstatthalters im Reichsgau Wartheland und seiner Behoerden 1943

Projekt i wykonanie: Michał Andrzejczak & Jakub Kowalski
Data wykonania: marzec 2012